Nie można uczynić niewolnikiem człowieka wolnego, gdyż człowiek wolny pozostaje wolny nawet w więzieniu

by Marvelous Wave

Dziennie przez naszą głowę przechodzi 60 tysięcy myśli. Niestety większa część z nich jest negatywna. Zdumiewające jest to, jak mało czasu spędzamy w teraźniejszości. Dlatego tak ważne jest, aby ćwiczyć uważność.

Kiedy zaczynałam uczyć się medytacji  wydawało mi się, że wszystko robię nie tak i po prostu nie jestem do niej stworzona.

Zapamiętałam rade mojej koleżanki z Nepalu – zamknij oczy, skup się na punkcie między oczami, oddychaj naturalnie, obserwuj przepływające myśli – ale się do nich nie przywiązuj. Wracaj do oddechu, obserwuj myśli i puszczaj je dalej – tak jak obserwujesz chmury. 

 Ta rada, która jest kwintesencją medytacji, wtedy nie  miała dla mnie żadnego sensu. W tym czasie miałam bardzo stresujący czas – studiowałam w bardzo wymagającej szkole kulinarnej przy okazji pracując czasami do 90h na tydzień, prawie nie spałam. Czułam, że potrzebuję narzędzi, które pomogą mi się zrelaksować  i pomogą odprężyć mój umysł. Uprawiałam więc yogę, uwielbiałam słuchać relaksacyjnej muzyki, paliłam kadzidła, czytałam książki o tematyce związanej z medytacją, robiłam medytacje z przewodnikami, albo w krótkich przerwach między zmianami w pracy. Jednak siedzenie na poduszce w samotności ze swoimi myślami wciąż wydawało mi się nie do przeskoczenia.

Gdy skończyłam studia presja mojej pracy jeszcze bardziej się zwiększyła.  Do tego musieliśmy opuścić moje ukochane Manly, wszystkich przyjaciół i  przenieść się do innego stanu. Zostałam Chefem w małej francuskiej restauracji, gdzie pod okiem destrukcyjnego francuskiego Chefa starej daty pracowałam na wizie sponsorowanej – nazywanej przez wszystkich slave visa ( wiza niewolnicza ). Francuz spełniał się w roli kata, a ja niewolnika, codziennie płacząc i użalając się nad swoim strasznym losem przy okazji obwiniając wszystkich wokół za swoje cierpienia. Wtedy widziałam to jako największą tragedię swojego życia. Mimo, że miałam już do czynienia z wieloma wymagającymi  Chefami i wiedziałam, że praca w kuchni wiąże się nie rzadko z poniżaniem, wyzwiskami, a nawet rzucaniem przedmiotami Francuz był kwintesencją tego co w profesjonalnej szowinistycznej kuchni najgorsze.  Przypominał mi codzienne, że jestem do niczego,  moja praca jest nic nie warta, a on jest po prostu mną zawiedziony. Robilam wszystko co w mojej mocy, żeby go zadowolić, żeby powstrzymać go przed atakami furii  – bezskutecznie.

Pod jego nieobecność prowadziłam kuchnie tak perfekcyjnie, że klienci wchodzili, żeby dziękować mi za moje pyszne dania, starzy klienci  obdarowywali mnie drogimi szampanami, perfumami i innymi prezentami. Dla Jean Jacques było to i  tak za mało. Zawsze mogłam być lepsza, szybsza, bardziej perfekcyjna. Mój mały błąd kosztował jego wyprowadzenie z równowagi.  Moja przepracowana, zasmucona, obwiniająca się głowa nie znała wytchnienia. Nienawidziłam mojej sytuacji i w każdym możliwym momencie użalałam się nad sobą do łez.

Po pracy przez kilka godzin rozpamiętywałam minione wydarzenia, przed pójściem spać czułam niepokój związany  z dniem kolejnym.  Weekendy spędzałam na opracowywaniu nowego menu, szukaniem trendów na moje specjały. Nienawidziłam mojego szefa, mojego życia, a najbardziej gotowania, które do tego momentu było moją największą pasją. Wszystko co robiłam w pracy robiłam z obrzydzeniem. I tak miało to trwać jeszcze minimum 2-3 lata…

Moje ciało fizyczne mimo zawsze ponadprzeciętnie zdrowego trybu życia zaczęło się buntować. Po około roku zaczęły pojawiać się u mnie bóle brzucha promieniujące do kręgosłupa tak ogromne , że kilka razy wylądowałam w szpitalu.  Bałam się jeść w restauracji na wypadek skurczy, z mojej diety usunęłam prawie wszystko. Robiłam wszelkie możliwe badania – gastroskopia, endoskopia, każde z nich  wykazywały, że jestem zdrowa. Próbowałam wszystkich możliwych terapii. Brałam leki australijskie, rodzice wysyłali mi leki na receptę z Polski. Lekarze zachęcali, żebym zmieniła miejsce pracy, namawiali abym odcięła się od źródła stresu a ja wiedziałam, że tego nie zrobię, bo to by oznaczało koniec mojego marzenia o Australii. 

Pewnego  przepięknego dnia, kiedy moje ego nareszcie zmiękło albo nie miało już więcej energii aby walczyć , odpuściłam. Zdałam sobie sprawę z dwóch rzeczy:

Choćbym nie wiem jak się starała, nie uda mi się zmienić starego Francuza. Nie chcę ( nie mogę ) zmienić również mojej obecnej sytuacji. Co mogę natomiast zrobić, to spróbować zaakceptować sytuację taką jaka jest i zmienić swoje podejście względem niej. 

Oczywiście nie wpadłam na ten pomysł sama, przyszły mi z pomocą moje niezastąpione książki, medytacja oraz ludzie. 

Moja zmiana względem pracy wyglądała tak, że zdałam sobie sprawę, że torturujący mnie francuz jest o wiele bardziej nieszczęśliwy niż ja. Ma w sobie dużo złości i napięć, które nieświadomie wypuszcza na zewnątrz. Ja natomiast mogę popracować nad sobą i nad swoim stanem umysłu. Zaczęłam więc operacje: 

Mój dzień wyglądał następująco:

Przed pracą:

  • Codziennie rano medytowałam na odpuszczenie stresu, niepokoju i pragnień
  • Zapisywałam w dzienniku wszystkie swoje przemyślenia, uczucia, emocje oraz pomysły
  • Ćwiczyłam 5 Rytuałów Tybetańskich, bądź yoge kundalini na podwyższenie energii 
  • W drodzę do pracy afirmowałam – Afirmacje tworzymy po to, aby świadomie zająć umysł na kreowanie tego co chcemy, zamiast nieświadomie podążać za negatywnymi scenariuszami kreowanymi przez nasze myśli

W pracy 

  • Przed każdym wejściem do pracy brałam 4-5 głębokich oddechów i uśmiechałam się do siebie, przekonując, że jestem we właściwym miejscu i we właściwym czasie oraz, że dzięki tej pracy wiele się uczę
  • Oddechy powtarzałam za każdym razem gdy sytuacja i napięcia w pracy były krytyczne. Wybiegałam do łazienki oddychałam  10 razy, rozluźniałam się i wracałam spokojna
  • Gdy Francuz krzyczał albo rzucał przedmiotami wysyłałam mu jeszcze więcej miłości i  współczucia ( to było najcięższe)
  • Wyobrażałam sobie niewidzialny balon, który chroni mnie przed jego złą energią
  • W kieszeni nosiłam kamień ( kryształ ), który wspierał moją pewność siebie i chronił przed jego złą energią

Po dwóch ostatnich punktach możecie zauważyć w jak skrajnej desperacji byłam  – brałam wszystkie rady, który mogły pomóc mi przetrwać ten czas J

 Swoją drogą kryształami i  ich mocą interesuję się do dzisiaj, mój  dom jest ich pełen, medytuję z nimi, śpię koło nich, nawet moja obrączka ma w sobie kamień – Aquamaryn. Magię niewidzialnego chroniącego balonu stosuje w czasach Corony Virus za każdym razem gdy wychodzę z domu. 

Po pracy

  • Czas podróży z pracy do domu przeznaczałam na czas aby pomyśleć co mogłam zrobić jeszcze lepiej i ewentualny płacz. Nie płakałam już jednak z żalu nad sobą, było to uwolnienie od wszystkich stresów i złych emocji nagromadzonych w ciągu dnia. 
  • Prysznic, który zmywał ze mnie wszystkie pozostałości po niej
  • W łazience spędzałam tyle czasu ile potrzebowałam, było to uzależnione od intensywności dnia. Wiktor wiedział, że zmywam z siebie całą złość i nigdy mi w tym rytuarze nie przeszkadzał. Gdy wychodziłam,  nie było już mowy o pracy, ewentualne pytanie Wiktora: ” W skali od 1:10 jak wielkie były dziś ataki furii Jean Jacques? „. Po  pewnym czasie zaczęliśmy już z tej sytuacji w żartować, a jak widziałam Francuza w jego najlepszej klasie uśmiechałam się do siebie i myślałam „O jest 10, będzie co opowiadać”. 
  • Wieczory przeznaczałam na relax, odpalałam kadzidła, świece, czytałam  książki, które pomagały zrozumieć mi, dlaczego przechodzimy przez różne sytuacje i spotykamy ludzi, których spotykamy. Robiłam notatki jak miałam siły i zawsze starałam się być wdzięczna za to wszystko co mam. A miałam dużo, zdrowie, rodzinę, Wiktora, prace i mój ukochany ocean. 

Moją największą potrzebą w życiu zawsze była potrzeba wolności. Wydawało mi się, że żeby ją poczuć należy porzucić prace, sprzedać dom i wyruszyć w podróż dookoła świata.  Zazdrościłam wszystkim tym, którzy potrafili bądź mogli to zrobić w czasach gdy ja byłam na  mojej niewolniczej wizie. Wiele wody w rzece upłynęło nim zrozumiałam i wzięłam sobie do serca słowa moich ulubionych filozofów:  „  Nie można uczynić niewolnikiem człowieka wolnego, gdyż człowiek wolny pozostaje wolny nawet w więzieniu” i  „ Jeśli ktoś usiłuje zmienić zewnętrzną rzeczywistość, wydostać się z więzienia, by być wolnym, to doprawdy pozostaje on nadal więźniem. Wolność nie leży w okolicznościach zewnętrznych. Wolność nosi się w sercu” 

0 comment
4

Może Ci się spodobać

Leave a Comment