VIPASSANA – Widzieć rzeczy takimi jakie są cz. 1

by Marvelous Wave

Wyjeżdżam na 12 dni. Tam gdzie jadę, nie będę używać telefonu, komputera, radia. Nie mogę wziąć książek i notesu. Nie będę mogła mówić ani patrzeć nikomu w oczy. Pakuję pościel, poduszkę do medytacji, latarkę, budzik, spray na komary, luźne dresy i najpotrzebniejsze kosmetyki. Patrzę ostatni raz na moje mieszkanie i zastanawiam się czy coś się zmieni jak wrócę.

Centrum Vipassana do którego jadę znajduje się w Australii w przepięknym miejscu w dolinie góry, która symetrią przypomina piramidę. Wydaje mi się, że to ta sama na którą wspinałam się już kilka razy z Wiktorem – nie pamiętam jednak drogi, pewnie siedziałam na telefonie. Oddalam się od domu, czeka mnie 45 minutowa podróż, którą spędzam jak zwykle na telefonie. Rozmawiam z mamą, tatą, Wiktorem, kilkoma znajomymi. Tym, którzy nie odbierają telefonu nagrywam wiadomość. Pojawia się znak Centrum Vipassana, nagrywam ostatnie story, wrzucam i… cholera, nie ma zasięgu. Wracam kilka kilometrów do miasteczka, jest. Ładuje… w międzyczasie wykonuje jeszcze kilka telefonów. Nerwowo spoglądam na zegarek, zostało mi 30 minut, muszę pędzić. Jeszcze raz zatrzymuję się przed znakiem, robię zdjęcie. Mija mnie małe białe auto, macha do mnie dziewczyna – mniej więcej w moim wieku, uśmiecha się.

DZIEŃ O

Wypakowuję rzeczy, na oko mam dużo więcej niż wszyscy pozostali. 2 koce, 2 jaśki, poduszka. Nie chciałam ryzykować spania na płaskiej, więc zabrałam swoją. Zastanawiam się nad ogromnym rollerem do ciała, gdzieś przeczytałam, że od długiego siedzenia wszystko boli . Ostatecznie zostawiam go w aucie. Spoglądam ostatni raz na nie z tęsknotą i jeszcze raz liczę na palcach ile pozostało mi dni… jakby miało się coś zmienić od wyruszenia z domu.

W centrum od razu napięcie znika. Czuję wszechobecny spokój i jakoś wiem, że będzie dobrze. Podczas rejestracji dostaję do wypełnienia formularz, w którym po raz kolejny czytam o pięciu zasadach moralnych, których muszę przestrzegać : chodzi o wstrzymywanie się od zabijania jakichkolwiek istot, kradzieży, aktywności seksualnej, kłamania i przyjmowania środków odurzających. Podpisuję go w pośpiechu, przypominając sobie, że w sumie nigdzie mi się od teraz nie spieszy. Oddaję telefon, klucze, portfel i udaje się do mojego pokoju. Zostajemy ulokowani w dwuosobowych domko-pokojach. Moją współlokatorką jest Carina – Niemka w moim wieku z którą łapiemy wspólne flow od pierwszej minuty. Po kilku chwilach zapominam gdzie jestem i zaczynam czuć się jak na obozie rekreacyjnym, do tego właśnie poznałam kogoś o tej samej zajawce! Mój błogostan nie trwa długo i już po 2 h opowieści o życiu i śmierci słyszymy gong, który zaprasza nas na pierwszą medytację i przypomina, że od tej pory zaczynamy „szlachetne milczenie”. Szepcze do Cariny powodzenia, ona odpowiada „do usłyszenia za 10 dni”. Obydwie spuszczamy głowy i milczeniu maszerujemy do Sali Medytacyjnej. CDN

0 comment
6

Może Ci się spodobać

Leave a Comment