Vipassana – Widzieć rzeczy takimi jakimi są cz.3 Przemijanie.

by Marvelous Wave

Dzień 4

No i zmieniło się. Dzień 4. Dzisiaj zaczynamy wprowadzenie do Vipassany.

Po 3.5 dnia „oczyszczania umysłu” i medytacji anapana, zostajemy przedstawieni nowej technice.Przyznam – do tej pory nie mam pojęcia na czym dokładnie ma ona polegać. Przygotowując się do 10 dniowego odosobnienia wiedziałam tyle, że będziemy siedzieć większą część dnia w skupieniu na poduszce. Technika Vipassana jak się później okazało to coś zupełnie bardziej skomplikowanego.

Spragniona atrakcji siedzę w hali medytacyjnej razem z całą resztą studentów. Każdy wydaje się jeszcze bardziej skupiony niż wcześniej. Czuć ogólną ekscytacje. Siedzę jak zwykle w pozycji diamentu czyli pośladkami na piętach. Rozglądam się na boki, każdy już w miarę opanował wygodną dla siebie pozycję.

Spoglądamy przed siebie w oczekiwaniu głosu Gohenki. Zaczęło się. Dowiadujemy się, że od teraz będziemy musieli medytować nie tylko w całkowitym skupieniu, ale również nie możemy ruszyć się nawet w najmniejszym stopniu oraz otworzyć oczu przez całe 60 minut. Wszyscy zamykamy oczy słuchając pierwszych instrukcji.

Oddycham spokojnie ok 5-10 minut. Wdech, wydech, moje prawo kolano zaczyna delikatnie uwierać. ” Cholera, nie wiem czy dobrze zrobiłam, że wybrałam tę pozycję, może powinnam zmienić na pozycję lotosu? ” Wdech „przecież nie mogę się ruszyć” wydech” na bank lepiej było usiąść w lotosie”, wdech ” cholera co on powiedział?!” Mamy skupiać uwagę na każdej części ciała po kolei od czubka głowy, aż po palce”wydech. Nie skupiamy się już tylko na oddychaniu. Mamy w pewnym sensie „wizualizować” swoje ciało.

Dobra lecę, czuje włosy, czubek głowy, wdech. Nie myśl o kolanie Kasia, nie myśl o kolanie. Czuję poliki, delikatne mrowienie, wydech. Wdech, schodzę niżej – szyja, nic nie czuje zostaję tu na moment dalej nic nie czuję. A możę czuję ale to nie to ? Co ja właściwie powinnam czuć? Jezu jakie to męczące. Boli mnie głowa,wdech, po ca ja tu jestem, wydech. Jebana pozycja! Wdech, wydech. Moje skupienie wędruje do ramion.

Wdech, wydech, czuję delikatny prąd przechodzący aż po palce, dziwne, przyjemne uczucie. Fajnie mi, chyba chcę tu zostać dłużej. Uśmiecham się do siebie myśląc jak przyjemnie jest medytować, moje ciało robi się przyjemnie ciężkie, ja zaczynam się odprężać. Wdech, wydech. Gohenka mówi by iść dalej.. Wdech, klatka piersiowa -odczuwam delikatne bicie mojego serca. To też jest przyjemne, czuję się całością. Czuję się szczęśliwa.

Znowu upierdliwy głos Gohenki, trzeba iść dalej. Wydech, wydech jestem przy brzuchu. Nie czuje nic, jakby była tam pustka, pozostaje tam przez chwilkę, wdech , wydech, nic, beton jakbym nie miała brzucha. Dlaczego nie mogę czuć tego przyjemnego doznania, które było przy rękach, chcę tam wrócić. Nie mogę, już go nie ma. Poza tym Gohenka mówi by iść dalej. Zaczynam powoli czuć obolałe ciało.

Wdech, wydech ciekawe jak idzie reszcie? Która godzina, ile już tu siedzimy, co robi Wiktor ? Plecy ! Tak bardzo mnie bolą. Nie dam rady, wiercę się. Wdech wydech, muszę się poprawić. Poprawiam się. Kurde, nie dałam rady i przy okazji otworzyłam oczy. Ja pierdole. Jestem zła, tak dobrze mi szło, ta pozycja jest do bani. Czuję, że nie jest dobra dla moich kolan. Wdech, wydech. Chce mi się płakać. Wdech wydech, muszę wyprostować kolano, otwieram znowu oczy , poprawiam pozycję, siedzę w lotosie.

Wdech, wali mi serce, cholera na czym skończyłam. Aaaa plecy, tak znowu czuję jak mnie bolą, wdech wydech, schodzę do nóg. Tym razem czuję totalne odrętwienie. Boję się, że krew mi nie dopływa. Panikuję, znowu się poprawiam. Znowu jestem zła. Wdech, zaczynam od początku. Walczę ze sobą, instrukcje lecą, ale ich nie słucham. Jedyne myśli w mojej głowie są takie, że chcę, żeby się to skończyło. Nie czuję już nic przyjemnego, czuję wszystkie kości, mięśnie, odrętwienie. Jestem zła na siebie, że się złamałam. Chce mi się płakać, jestem wkurzona. Czuję, że przegrałam.

Resztę dnia chodzę smutna. Czuję, że straciłam 4 dni na szukanie pozycji. Każdy ma swój własny koncept na wysiedzenie nieruchomo. Niektórzy owiją nogi kocami, inni proszę o podpórki pod plecy. Ja nie mam pojęcia. Nie chce mi się myśleć, nie chce mi się medytować. Nie chce mi się nawet patrzeć na kangury.

Na wieczornych wykładach Gohenka opowiada jedną ze swoich przypowieści o tym, że wszystko przemija. Dowiadujemy się, że medytacja w bezruchu ma nam pomóc zrozumieć właśnie tę filozofię życia. Niewygodne swędzenie, pieczenie ale również te przyjemne subtelne doznania. To momenty w naszym życiu. Jeśli dołożymy do nich mentalny ból będą one jeszcze cięższe. Jeśli natomiast przywiążemy się za bardzo do tych przyjemnych momentów a one i tak miną, będziemy cierpieć z powodu ich utraty. Co należy więc zrobić ? Zaakceptować sytuację taka jaka ona jest bez przywiązywania się do niej. Bez względu na to czy jest dobra czy zła. Mieć w głowie to, że wszystko się mienia, ponieważ życie się zmienia. Dzisiaj jest dobrze, jutro może być źle.

Kiedy jest źle należy zaakceptować sytuację jaką jest i odpuścić w wierze, że ona zaraz przeminie. Ale również jak jest dobrze, mieć świadomość, że i to może się za chwilę skończyć. Cieszyć się więc tym momentem, doceniać go, ale nie płakać gdy się on skończy i być gotowym na naturę przemijania. Jak zauważył już ponad 25 wieków temu Heraklit z Efezu „jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana.” Medytacja Vipassana ma pokazać nam tę niesamowitą lekcję o życiu – lekcję o akceptacji bólu, przeciwnosci oraz przemijania.

0 comment
2

Może Ci się spodobać

Leave a Comment