Żyłam jak mniszka przez 10 dni – Moje doświadczenie Vipassany

by Marvelous Wave

Żyć jak mnich przez prawe 2 tygodnie… Bez telefonu, komputera, wygód. Bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Jedząc tylko tyle ile potrzeba, medytując nieprzerwanie. Wchodząc do centrum Vipassana byłam mocno zdenerwowana. Lubię poszukiwać, odkrywać, a teraz stałam w miejscu gdzie odkrywać miałam samą siebie. Widziałam w tym coś niesamowicie ekscytującego i byłam gotowa porzucić na chwilę świat zewnętrzny, żeby odkryć świat który mam w sobie. Poznać, zrozumieć i zaprzyjaźnić się sama ze sobą. Wiedziałam, że żeby to zrobić, muszę odstawić na bok wszystko co kocham w tym swoich najbliższych. Byłam zdenerwowana.

Głównie martwiłam się o to, co się wydarzy w świecie podczas mojej nieobecności. Na świecie rozwijała się w tym czasie epidemia Corona Virus, mój tata kilka dni wcześniej trafił do szpitala, Wiktor był w Polsce, musiałam sama dopiąć wszystkie sprawy w Australii, praca, wynajem mieszkania. Nie denerwowałam się o siebie, wiedziałam, że czeka mnie ciężka praca, nie wiedziałam jeszcze jak ciężka, ale na pewno byłam gotowa na to, że nie jadę na wakacje. Byłam podekscytowana, było to duże  wyzwanie – spędzić 10 dni z zupełnie obcymi ludźmi, w milczeniu, bez kontaktu ze światem zewnętrznym.  Lubię  doprowadzać się do niewygód i obserwować swoje reakcje, wiedziałam, że to dobre miejsce by poznać siebie więc czekałam na te  niewygody, na ból fizyczny oraz na tęsknotę.

Przez tak silną determinację oraz przygotowanie mentalne moje pierwsze kilka dni, pomimo  ciągłego deszczu, minęły nad wyraz dobrze. Trzy pierwsze dni to przygotowanie do Vipassany, gdzie uczymy się kontrolować swoje myśli przez obserowanie  oddechu. Technika nie była dla mnie ciężka, w podobny sposób medytowałam ostatnie dwa lata. Jednak wytrwanie 75% dnia z zamkniętymi oczami – owszem. Koncentrowanie się na tym aby nie popłynąć  z rzeką swoich myśli było tak wykańczające, że po 5-6 godzinach medytacji łapałam się na tym, że robię 2-3 sekundowe drzemki, jak się z nich budziłam serce waliło mi jak oszalałe. Podczas pierwszego dnia medytacji, kiedy był czas na medytację w pokoju, zauważyłam napis wyryty w stoliku  nocnym przy łóżku „one day by day” – to krótkie zdanie dawało mi motywację . Postanowiłam wtedy, że skupiam się na każdym dniu, który dodatkowo podzieliłam na trzy części:

Mój dzień wyglądał następująco:

4.00 Pobudka

4.30 Medytacja w Sali medytacyjnej bądź w swoim pokoju

6.30 Śniadanie

8.30 Grupowa Medytacja w Sali Medytacyjnej

9.30 Medytacja w Sali medytacyjnej bądź w swoim pokoju

11.00 Lunch

13.00 Medytacja w Sali medytacyjnej bądź w swoim pokoju

14.30 Grupowa Medytacja w Sali Medytacyjnej

15.30 Medytacja w Sali medytacyjnej bądź w swoim pokoju

17.00 Przerwa na herbatę

18.00 Grupowa Medytacja w Sali Medytacyjnej

19.00 Wykłady

20.30 Grupowa Medytacja w Sali Medytacyjnej

21.00 Sen

Pierwsza część dnia pomimo tego, że miała najwięcej godzin medytacji bo aż 5 była dla mnie najfajniejsza, może dlatego że zawierały się w niej dwie przerwy na posiłek. Dodatkowo, zawsze miałam najwięcej energii i motywacji.

W drugiej części dnia  łapał mnie kryzys i rozleniwienie. Mieliśmy tylko malutkie przerwy między poszczególnymi medytacjami na napicie się wody, więc tę część dnia spędzałam w większości w totalnej koncentracji z zamkniętymi oczami, walcząc by nie zasnąć. Pod koniec byłam zmęczona i sfrustrowana. Motywowanie swojego umysłu do dalszej pracy i kontrolowanie myśli by nie czuć „niechęci” do kolejnych medytacji albo „pragnienia” do położenia się spać sprawiały, że czułam się jeszcze bardziej napięta.  Przez kolejne dni uczyłam się jak „niechęć” i „pragnienia” rządzą naszymi umysłami w życiu codziennym i właśnie podczas 10h medytacji Vipassana miałam nauczyć się to kontrolować. Nieprodukowanie więcej „niechęci” i „pragnień” podczas medytacji powodowało, że na powierzchnie naszych umysłów zaczęły wypływać sytuacje oraz doznania np. sytuacje z przeszłości, które były przyjemne bądź nieprzyjemne, a my mieliśmy tylko je obserwować bez emocji. Tak uleczaliśmy swoją dusze i uczyliśmy się aby nie produkować więcej „Sankar” czyli cierpienia, oczyszczając się z tego co nagromadzone.  

Trzecia część dnia była światełkiem w tunelu i obietnicą dnia następnego. W przerwie na herbatę brałam szybki prysznic, który  oszczędzał mi czas na późniejszy sen.  Wieczorem oprócz medytacji odbywały się również wykłady na które pędziłam niczym medytacyjny kujon. Podczas 1.5 h lektoratu mogliśmy upewnić się, czy robimy wszystko ok, jak będzie wyglądał kolejny dzień, oraz przede wszystkim nauczyć się wspaniałej filozofii życia, której nauczał budda tysiące lat temu. Po dniu w ciszy było niesamowicie miło usłyszeć głos, a lekcje które dostawałam, odbierałam jakby ktoś czytał mi moje ulubione książki na dobranoc. Po wieczornym gongu, który kończył ostatnią medytację o 21:00, biegłam prosto do łóżka i wykończona zasypiałam w mniej niż 5 minut.

zdjęcie mojego stolika nocnego, obok którego robiłam medytacje w pokoju

10h medytacji dziennie, 1.5h wykładów, pobudka o 4.00 rano, ból fizyczny, męczarnia psychiczna, 10 dni w ciszy bez możliwości kontaktu  ze światem zewnętrznym, niesamowity reżim i to wszystko ludzie robią bez żadnego przymusu.  

Dlaczego ? Ponieważ nigdzie indziej nie będziesz miał możliwości poznać siebie samego lepiej niż w warunkach gdzie nie musisz troszczyć się o nic innego niż tylko swoją własna medytację. W cudownych warunkach przyrody – ludzie ( w większości studenci, którzy zrobili 10 dniowa medytacje wcześniej ) służą Ci gotując przepyszne potrawy, sprzątają albo budzą gongiem. Robią to wszystko z własnej woli, aby pomóc Ci rozpuścić swoje ego, abyś zaczął widzieć większy obraz rzeczywistości, abyś powoli zaczął zdawać sobie sprawę z tego co tak naprawdę jest w życiu ważne. Żebyś uzyskał odpowiedzi na pytania z którymi nie mogłeś sobie poradzić. Ale przede wszystkim, żebyś zaczął akceptować chwilę  taką jaką jest, bez niechęci oraz pragnień, żebyś uwierzył, że wszystko się zmienia, dobro przemija i zło przemija, a wszystko co mamy to TU I TERAZ.

0 comment
3

Może Ci się spodobać

Leave a Comment